Zespół cmentarzy wojennych w rejonie Kamienia nad Jaśliskami

Kto wędrował w okolicach Kamienia nad Jaśliskami, ten niejednokrotnie napotykał pola grobowe na granicy Polsko-Słowackiej we wschodniej odnodze góry Bieszczad. Mało wiadomo było o tym zapomnianym przez cywilizację miejscu, aż do roku 2003, kiedy to zaczęto porządkować teren nekropolii będącej po polskiej stronie granicy, a 2 lata później można było zaobserwować takie prace również po stronie słowackiej. Nie będę rozpisywał się tutaj na temat przebiegu tych prac (linki do artykułów na dole strony) ani na tematy działań wojennych, których opisy przytaczam w linkach na dole. Przybliżę tutaj nieco przetłumaczony artykuł ze słowackiego 3-tomowego książkowego wydania „Mementa prvej svetovej vojny” (autorstwa Martin Drobnak, Matus Korba, Radolav Turik) poświęconego cmentarzom wojennym pierwszej wojny światowej w słowackim kraju preszowskim i koszyckim. Wspominany opis cmentarza znajduje się w pierwszym tomie zatytułowanym „Cintoriny v okresoch Humenne a Medzialaborce”. W katastrach gminy Čertižné, w dokumentach archiwalnych można znaleźć informacje o 5 cmentarzach wojennych z lat 1914-1915. Opiekę nad tymi cmentarzami sprawowała lokalna jednostka żandarmerii. Część żołnierzy była pochowana tutaj jeszcze podczas wojny, pozostałych chowały tutaj organy Czechosłowackie w okresie międzywojennym. W katastrze gminy rozrzuconych było sporo grobów wojennych. W ramach oszczędności środków finansowych przeznaczonych na opiekę nad grobami wojennymi, doszło do skupienia grobów wojennych i utworzenia […]

Beskid Niski – jeziorko Siny Wyr

Krótka relacja z odwiedzin magicznego szmaragdowego jeziorka znajdującego się pod kamieniołomem Siny Wyr w rejonie Kamienia nad Jaśliskami

Beskid Niski, Kornuta 23 kwiecień – atak zimy

Gdyby się ktoś zastanawiał jaką mamy porę roku to mu podpowiem – zimę 🙂 Wystarczyło 15 minut opadów, aby przykryć 1cm śnieżnym puchem cały las.

Kamień nad Jaśliskami

Ostatnio naszło mnie na odkrywanie beskidzkich osuwisk i dawnych kamieniołomów. Postanowiłem zacząć od Kamienia nad Jaśliskami, ze względu iż są tam aż 3 takie dawne wyrobiska. Pierwsze co to rzut okiem na mapę i pytanie: od czego zacząć, aby nie błądzić za długo? Jako iż jestem zwolennikiem tzw. wolnej amerykanki jeśli chodzi o penetracje terenowe i wolę samemu wytyczać sobie szlak aniżeli podążać, za ustalonymi już drogami, szybko podjąłem decyzję – na przełaj, ale przecinając wybrane punkty terenowe! I tu popełniłem pierwszy z możliwych błędów – nie sprawdziłem co widać ma mojej mapie, a zaufałem szybkim oględzinom mapy w internecie. Jak się okazało żółty szlak prowadzący między kamieniołomami nie jest aż tak stary jak by się mogło wydawać, toteż moja laminowana mapa z 2009 wprowadziła mnie w zakłopotanie, bo owego szlaku nie zawierała (Primo – oznaczenia szlaku w terenie mocno wytarte). Stwierdziłem jednak iż dam radę idąc na „orientację”. Zaczynam od drogi leśnej, którą idzie niebieski szlak. Jako pierwszy punkt wycieczki obrałem torfowisko o brzmiącej nazwie „Berezednia”. Trafić nie łatwo, ale od czego są mapy! Można sobie pomóc sprawdzając położenie potoków względem granicy rezerwatu i tak licząc z mapą iż drugi potok od tabliczki granicznej rezerwatu doprowadzi mnie do celu […]

Jaśliska – Welcome to the jungle

Zapowiadał się piękny wrześniowy weekend. Grzechem było by go zmarnować na komputerowy oczopląs, więc decyzja szybka i trafna – Rower! Znowu dałem puścić wodzę fantazji Magdalenie, która uważnie przestudiowała rowerowy przewodnik po Beskidzie Niskim (autor ma przechlapane). Miało być „średnio trudnie”, a wyszło… no właśnie, zapraszam do wersji prawdziwej. Początek standardowy, rowery na pake i rura w stronę Tylawy. I się zaczęło… ledwo co skończył się asfalt i już pobłądziliśmy, a to był dopiero początek i na dodatek tylko jeden rozjazd. Generalnie przebijalibyśmy się dalej, gdyby nie stado krów na naszej drodze (a może i byczków?), szybki unik, trochę wyrtepów i jesteśmy na właściwej ścieżce. Pierwszy drogowskaz, skrzyżowanie szlaków i już nie wiemy co dalej robić 🙂 No bo nigdy gdzie mamy jechać? Wg mapy w pole, wg znaku w las, o co tu k…a chodzi?! No tak, trzeba użyć wyobraźni, czyli okrążyć drogowskaz dookoła i już widzimy właściwe oznakowanie. Szlaban i zaczyna się „wjazd w teren” (u mnie pojawił się uśmiech, w końcu na to czekałem). Trochę błotka, trochę krzaczków, po chwili więcej błotka, więcej krzaczków no i jest – pierwsza poważna przeszkoda terenowa, skarpa. Generalnie to szlak pieszy, więc nie zdziwiło nas, że trzeba zejść z roweru (co […]

Rowerem w Kornuty

Cóż można robić w upalny sobotni dzień, kiedy temperatura powietrza przekracza 30 stopni? Normalny człowiek zapewne siedział by w piwnicy z kuflem piwa, no ale są tacy, którzy postanawiają wybrać się w taki dzień na rower… Cała wycieczka była by całkiem udana, gdyby nie jeden zasadniczy fakt – zabłądziliśmy 🙂 Ja twardo upierałem się iż jedziemy dobrze – wszakże mój zmysł trapera mógł zostać nadwerężony poprzez intensywne nasłonecznienie głowy, lecz byłem pewien iż obraliśmy kierunek właściwy. Plan był prosty – mieliśmy przebić się przez las z Wapiennego w kierunku Bodaków, a następnie od bacówki w Bartnem uderzyć czerwonym szlakiem na Magurę Wątkowską. Czemu lasem? Ano aby uniknąć palącego słońca i rozgrzanego asfaltu. Początek był banalny – wystarczyło trzymać się ubitej drogi. Problem pojawił się przy pierwszym poważnym rozgałęzieniu, a potem następnym i następnym i następnym… w pewnym momencie ilość pokonanych zakrętów wprowadziła niezły zamęt co do kierunku jazdy. Trzymając się jedynej pozostałej w zasięgu wzroku leśnej dróżki, obraliśmy (jak się później okazało) zły kierunek. Wyjeżdżając z lasu, pełni wigoru i sił popędziliśmy z Marcinem w kierunku naszych ukochanych Bodaków (tak nam się wydawało). W rzeczywistości (z przyczyn nieustalonych – choć Marcin upiera się do dziś, że to moja wina 🙂 […]

Trawersując Chełm – rower w akcji!

Tym razem miała to być dość typowa, spokojna, relaksująca wycieczka – zwłaszcza że całym pomysłodawcą trasy była Magda. Dałem jej pełną kontrolę nad planowaną trasą – no bo niby co takiego „dzikiego” może wymyślić baba? Ano może… Plan jak zwykle prosty w swej istocie – desant „karmnikiem” z rowerami w Grybowie, atak na Chełm, trawers w kierunku Klimkówki i powrót do punktu startu.   Początek bardzo romantyczny – wpatrzeni na drewniany most, wypatrując pociągu… No ale dość tego leniuchowania, trasa czeka. No ale wpierw trzeba siąść w Grybowskim rynku i zjeść lody. Wybór masakryczny, nie wiedziałem że w takiej miejscowości jest tyle lodziarni na tak małym metrażu… Jako przedstawiciel gatunku męskiego byłem zobowiązany do wybrania odpowiednich lodów oraz ich dostarczenia leżakującej samicy (ma kobita szczęście iż wybór smaków był ograniczony bo bym dał jej posmakować tropików – tak się kończy stwierdzenie „sam wybierz”). Próba przejścia przez jezdnię z gałkami w rękach była pierwszą próbą wytrzymałości i koordynacji ruchowo-pionowej (czyli ruszaj się szybko pozostawiając lody w pionie). No ale cóż to za wyzwanie dla tak wytrawnego trapera jak ja. Potem kilka rundek dookoła fontanny (celem rozgrzania roweru) i ruszamy. Wg mapy mamy gdzieś tutaj skręcić… czyli gdzie? 5 zjazdów w odstępach […]