Rowerem w Kornuty

Cóż można robić w upalny sobotni dzień, kiedy temperatura powietrza przekracza 30 stopni? Normalny człowiek zapewne siedział by w piwnicy z kuflem piwa, no ale są tacy, którzy postanawiają wybrać się w taki dzień na rower…

P1610951Cała wycieczka była by całkiem udana, gdyby nie jeden zasadniczy fakt – zabłądziliśmy 🙂 Ja twardo upierałem się iż jedziemy dobrze – wszakże mój zmysł trapera mógł zostać nadwerężony poprzez intensywne nasłonecznienie głowy, lecz byłem pewien iż obraliśmy kierunek właściwy. Plan był prosty – mieliśmy przebić się przez las z Wapiennego w kierunku Bodaków, a następnie od bacówki w Bartnem uderzyć czerwonym szlakiem na Magurę Wątkowską. Czemu lasem? Ano aby uniknąć palącego słońca i rozgrzanego asfaltu. Początek był banalny – wystarczyło trzymać się ubitej drogi. Problem pojawił się przy pierwszym poważnym rozgałęzieniu, a potem następnym i następnym i następnym… w pewnym momencie ilość pokonanych zakrętów wprowadziła niezły zamęt co do kierunku jazdy. Trzymając się jedynej pozostałej w zasięgu wzroku leśnej dróżki, obraliśmy (jak się później okazało) zły kierunek. Wyjeżdżając z lasu, pełni wigoru i sił popędziliśmy z Marcinem w kierunku naszych ukochanych Bodaków (tak nam się wydawało). W rzeczywistości (z przyczyn nieustalonych – choć Marcin upiera się do dziś, że to moja wina 🙂 ) wyjechaliśmy paręnaście metrów od miejsca, w którym zaczęliśmy nasz wjazd w las… Po krótkiej analizie sytuacji doszliśmy do konkluzji – ale z nas capy 🙂 Nie bacząc jednak na przeciwności losu (tudzież genialnej orientacji w terenie), postanowiliśmy że tak łatwo się nie poddamy i uderzymy na Kornuty od drugiej strony, czyli zielonym szlakiem od Wapiennego (de facto tym którym mieliśmy zjeżdżać). Znowu zatriumfował mój genialny pomysł „skrótu”, no bo po co mamy zataczać koło na początek szlaku, jak możemy się wbić po skosie (podejrzewam, że Marcin nie wybił mi z głowy tego pomysłu tylko dlatego iż nie widział stromizny pod jaką mieliśmy wynieść rowery – przyznam szczerze sam nie byłem jej świadom). Krótki podjazd i… krzaki na szlaku, szlaban oraz początek wspinaczki. W pewnym momencie mieliśmy obydwaj dość (dochodziła godzina 12, następowało apogeum gorąca). Pełni determinacji zdołaliśmy doczłapać się do w miarę równego terenu i po krótkiej analizie sytuacji postanowiliśmy zaryzykować jeszcze kawałek. Nie było aż tak źle, gdyż po krótkiej chwili dotarliśmy na szlak.

P1610956

To się nazywa jazda, w bardzo szybkim tempie przejechaliśmy cały grzbiet docierając do Magury Wątkowskiej. I aż wstyd pomyśleć, że większą część czasu zajęło nam błądzenie u podnóża Kornut… Nic nie zapowiadało, że coś może nam jeszcze popsuć humor, ale jednak mój zmysł trapera ponownie mnie (nie)zawiódł 🙂 Przystankiem końcowym miała być bacówka w Bartnem. Tutaj zakup niezbędnej wody, posiłek w postaci pierogów łęmkowskich i w drogę! Analizując mapę, stwierdziłem że tym razem będzie o wiele prościej przebić się z Bodaków w kierunku Wapiennego (przemawiał tutaj fakt iż na mapie była zaznaczona porządna utwardzona droga). Marcin dał się przekonać (znowu) iż tym razem mam rację. Początek podjazdu nie był taki trudny, mimo iż cały czas było pod górkę. I wszystko było by ok, gdyby nie jeden malutki fakt, który ukazał się naszym oczom – ta droga to ślepy zaułek! Na samym końcu wielki plac do zawracania, a dookoła las… gęsty, poprzecinany paryjami, krzaczorami las… Marcin opadł z sił całkowicie, koncentrując się na wymyślaniu coraz co nowych przekleństw pod moim adresem 🙂 A ja jak to ja, próbowałem forsować z rowerem las, mając nadzieję że gdzieś tutaj jest jakaś ukryta dróżka. Nadaremne okazały się moje wysiłki – jedynie z rowerem na plecach była by możliwość jakiegoś trawersowania rowów i krzaków, ale na to stanowczo nie miałem już sił. Marcin nie czekając aż wyłonię się z gęstwiny wyruszył w drogę powrotną. Dołączyłem do niego po kilkunastu minutach. Powrót nagrzanym asfaltem okazał się bardziej humanitarnym rozwiązaniem na koniec naszej wycieczki 🙂

 

About the Author:


Leave a Comment!

Twój adres email nie zostanie opublikowany.