Jaśliska – Welcome to the jungle

Zapowiadał się piękny wrześniowy weekend. Grzechem było by go zmarnować na komputerowy oczopląs, więc decyzja szybka i trafna – Rower! Znowu dałem puścić wodzę fantazji Magdalenie, która uważnie przestudiowała rowerowy przewodnik po Beskidzie Niskim (autor ma przechlapane). Miało być „średnio trudnie”, a wyszło… no właśnie, zapraszam do wersji prawdziwej.

P1630279

Początek standardowy, rowery na pake i rura w stronę Tylawy. I się zaczęło… ledwo co skończył się asfalt i już pobłądziliśmy, a to był dopiero początek i na dodatek tylko jeden rozjazd. Generalnie przebijalibyśmy się dalej, gdyby nie stado krów na naszej drodze (a może i byczków?), szybki unik, trochę wyrtepów i jesteśmy na właściwej ścieżce. Pierwszy drogowskaz, skrzyżowanie szlaków i już nie wiemy co dalej robić 🙂 No bo nigdy gdzie mamy jechać? Wg mapy w pole, wg znaku w las, o co tu k…a chodzi?! No tak, trzeba użyć wyobraźni, czyli okrążyć drogowskaz dookoła i już widzimy właściwe oznakowanie. Szlaban i zaczyna się „wjazd w teren” (u mnie pojawił się uśmiech, w końcu na to czekałem).

Trochę błotka, trochę krzaczków, po chwili więcej błotka, więcej krzaczków no i jest – pierwsza poważna przeszkoda terenowa, skarpa. Generalnie to szlak pieszy, więc nie zdziwiło nas, że trzeba zejść z roweru (co niektórzy powiedzą, że wybierając się ze mną na rower nie trzeba brać roweru, bo po co, skoro 90% trasy idzie się pieszo 🙂 ).  Pamiątkowa fotka, ha ha hi hi i czas ruszać. Ledwo co przepchałem się parę metrów i trafiłem prosto w bagno. Tak, na samym środku szlaku bagno. Tym razem to byłą przesada, no bo takie atrakcje przeważnie trafiały się w środku wycieczki, na nie ledwo co po paru kilometrach. Szybkie rozeznanie z mapą i już wszystko wiemy – tu faktycznie są bagna. Rower na plecy i ogień. Udało się, pora jechać dalej… aha, jasne. Drzewo… powalone wielkie kłujące drzewo. Miszmasz w lewo i prawo i jakoś to ominęliśmy. W końcu kawałek drogi po którym da się jechać/i/lub/prowadzić. Na całe szczęście bagno zaczęliśmy omijać górą, na nieszczęście droga zaczęła zanikać. Byliśmy tak skupieni na wymyślaniu kar i tortur na autora przewodnika, iż nawet nie zauważyliśmy kiedy droga zamieniła się w ścieżkę, a ścieżka w chaszcze (chyba weszło nam to w krwiobieg). Po chwili gęstwina stała się tak wkurzająca, że rowerów nie dało się już prowadzić, tylko nieść, a po chwili nawet znalezienie wolnej przestrzeni na stopę graniczyło z cudem. Był pomysł aby zawrócić i poszukać drogi, ale gdzie zawrócić? Skąd niby przyszliśmy? Wyglądało to tak, jakby las urósł za nami w sekundzie. Magda próbowała zrobić rekonesans bez roweru, ale nawet i to było ogromnym wyzwaniem. Kto u licha poprowadził tędy szlak rowerem w przewodniku?! Jego dni są policzone…

P1630237

Jakimś cudem udało się trafić na drogę – tak, obok była droga, widać tylko my umieliśmy się niej nie trzymać. Magda wpadła w euforię zachwytu – w końcu mogła jechać rowerem 🙂 Była tak zachwycona wszechobecną przyrodą iż nie zauważyła kiedy szlak skręca i gdyby nie moje wprawne traperskie oko to pojechała by prze siebie w cholerę jasną 🙂 Wydawało się iż już nic nie jest wstanie nam przeszkodzić i może być już tylko lepiej i zgadzało się – wydawało nam się 🙂 Szlak szlakiem, a my jak zwykle po chwili lądujemy poza nim. Jest polana, gdzieś tutaj mieliśmy wyjechać – czyli plan wykonany połowicznie. I pojawia się pierwsza kłótnia, ja mówię że w lewo, Magda że w prawo. Bla bla bla, jadę za nią, no bo w końcu to ona wymyśliła trasę (autor i tak ma przechlapane), więc niech babina kombinuje. Trochę błądzenia i trafiamy na drogę i pytanie: lewo czy prawo? No tutaj to już nie było cfaniaków, oboje zgodnie stwierdziliśmy że nie wiemy. Pieszy rekonesans upewnił nas we właściwym kierunku. Przed nami ostatnia przeszkoda terenowa – rzeka. Tchnęło mnie, aby przejechać, ale szybka analiza potencjalnych zagrożeń ochłonęła mój zapał. Wizja błotnej maseczki niezbyt mi odpowiadała. Po dotarciu do Jaślisk byliśmy naprawdę zmęczeni… a trzeba było jeszcze wrócić do Tylawy. Na całe szczęście asfalt okazał się zbawieniem.

 

About the Author:


Leave a Comment!

Twój adres email nie zostanie opublikowany.